Naprawdę wszyscy dajecie mi wielkiego kopa i pchacie naprzód. Wiele miłych słów, podsuwanie tematów... Wielkie dzięki, już tutaj, na początku postu.
Miało być o kobietach, wiem (cześć, K.! :)). Nie mogę zebrać myśli, niestety. Znacie to, co nie, drogie Panie? Te zwarcia zwojów podczas łączenia wszystkiego w jedną intrygę... Poczułem to co Wy i szczerze współczuję. Mimo wszystko, pozostanę przy męskim rozumowaniu, więc skoro napisałem, że będzie o czym innym, to będzie. Wszyscy Was tak bardzo kochamy, tylko tyle!
'To ja!' - znacie to? No jasne, że znacie. Z czym kojarzy się Wam ten zwrot? Nie, kochane Panie, nie chodzi mi o przyznanie się przez faceta po wymieszaniu w pralce białych i kolorowych ubrań. To specjalne hasło dostępu do wszystkich drzwi, klatek i bram. Dzwonisz domofonem, rzucasz 'to ja!' i możesz ograbić Belweder. Każdy, kto napadał z bronią na bank był skończonym idiotą! Wystarczyłoby, że zadzwoniłby domofonem, powiedział 'to ja!', wszedłby, wyniósł dużą bańkę i wyszedł. Warto dodać, że często głos zostaje tak zniekształcony przez domofon, że nie sposób odróżnić listonosza od żebrzącej cyganki. Mimo wszystko, sposób działa. Pojawia się pytanie: Dlaczego Al'kaida nie wykorzystała tego patentu i nie odwiedziła Busha w Białym Domu? Po co było porywać samoloty? Proste. Akcent. Przypomnijcie sobie Borata i jego słynne:
Każdy ciapaty brzmi tak samo. Jak psychiczny amator pornosów z cycatą blondynką, gotowy oddać życie za 72 dziewice. Tego nigdy nie rozumiałem. Co jest fajnego w seksie z dziewicą? Jak się nawzajem siebie kocha, to rzeczywiście ma to podłoże emocjonalne. No ale orgia z 72?! 'Krew, pot i łzy', jakby to powiedział Churchill. Chociaż pewnie nie to miał na myśli... I tak wszyscy pójdziemy na kebaba. Chyba, że jest tu jakiś wegetarianin... W takim razie pozdrawiam, możesz już dalej nie czytać, o nowym felietonie poinformuję na fanpage'u. Generalnie, fajna sprawa. Biernie ratujesz zwierzęta przed śmiercią, nie klepiesz schabowych podczas niedzielnego poranka, masz niższy cholesterol. Ale naprawdę zależy Ci na świni czy krowie? Po co? Przecież od zarania dziejów były one hodowane po to, by je zjeść. Gdyby nikt ich nie jadł, po prostu by nie istniały, wymarły. Mój mentor, Jeremy, określił to pięknie - 'każde zwierzę ma jedno zadanie- pojawić się na moim talerzu'. Spójrz tylko wstecz- kto miał bardziej przesrane? Roślinożerne, czy mięsożerne dinozaury? A nie, sorry, nie było dinusiów i wielkiego wybuchu. Stworzył nas On, zapomniałem, jaka wtopa... O ile nie jesz mięsa w ogóle, to jest w tym jakaś tam ideologia. Podkreślam, jakaś. Ale mnogość rodzajów wegetarianizmu zaskakuje bardziej, niż lista orientacji seksualnych. Przedstawię trzy, w ramach wypowiedzi przedstawicieli:
1. Nie jem ani sera, ani mleka, ani kurki. Skóry też nie założę, ni chujet. Wszystko co zwierzęce, jest bee, bo powoduje ból biednych istotek.
2. No mielonym się brzydzę ale kefirek po joggingu z Endomondo wypiję. Mleko to tam ch*j, tylko połapali krowę za cyca.
3. Żadnego mięsa! W życiu! Nie wyobrażam sobie widoku mordu w ubojni! Ale sushi bym sobie wpierd**ił w sumie, ryba to nie zwierzę.
Idę po schabowego. I w PIĄTEK też zjem, nawet napiszę post. Będzie to WIELKI POST.
Idę po schabowego. I w PIĄTEK też zjem, nawet napiszę post. Będzie to WIELKI POST.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz