sobota, 15 marca 2014

podziękujmy herbapolowi, polskiemu przemysłowi tytoniowemu i polmosowi.

Dzisiaj nieco inaczej. Nieco? Tak, dziś pan szyderca szydzi z samego siebie.
Cugowski (chyba) śpiewał, że po nocy przychodzi dzień. Z racji, że lubię poszpanować, wiedzą również: Noc na biegunie trwa nawet pół roku. Pół roku to kurefzko długo, biorąc pod uwagę, że każda godzina mija w tempie budowania cesarstwa rzymskiego. Mija to dobre słowo. Bezcelowo, nudno, nostalgicznie mija. Nie biegnie, nie upływa. Patrzysz na zegarek i jeszcze bardziej się dobijasz. Chciałbyś żeby była już 1:00 w nocy, by móc spróbować zasnąć. Tymczasem nie ma jeszcze nawet 1:00 w południe. A ze snem i tak się oszukujesz, bo nie jesteś w stanie. Odwracasz się na prawą stronę- pusto. Obracasz się na lewą, bo tam przez ostatnie miesiące i tak nie było niczego i nikogo, poza krawędzią łóżka. Oszukujesz się zatem, że wszystko jest po staremu.

Potrafię drwić z wielu rzeczy. Doszło do mnie jednak, że nie z bezradności. Jeśli człowiek nie może już zrobić czegoś, by naprawić, skleić czy uratować- to jego tragedia. Jest wiele rodzajów cierpienia. Każdy jednak powód wiąże się z poczuciem bezsilności. Cytując z Forresta Gump: "Czasami po prostu brakuje kamieni". Brakuje, a pięści są widocznie zbyt słabe. Próbowałem coś zniszczyć, by odreagować. Po czterech uderzeniach, nie pojawiła się nawet rysa. Człowiek, jak to człowiek, szuka w tym od razu symboliki. 'O kurwa, tego nie da się zniszczyć, to musi być znak, będzie dobrze!'. I najbardziej w tym wszystkim wkurza to, że nie wierzysz w bogów, przesądy i wiesz, że tym razem to również gówno prawda.

Najgorsza jest świadomość, że nie cofniesz niektórych wydarzeń. Obserwowanie zmian pali jak termit.
A uczucia pozostają bez zmian.

1 komentarz: